Prezydent Izraela przyjeżdża do Polski oddać hołd ofiarom ludobójstwa. Jednak nie tym w Palestynie

0
4

24 kwietnia w Oświęcimiu ponownie odbędzie się Marsz Żywych – wydarzenie upamiętniające ofiary Holokaustu. Z udziałem prezydentów: Izraela – Isaaca Herzoga oraz Polski – Andrzeja Dudy, a także około 80 ocalałych z Zagłady, marsz przejdzie tradycyjną trasą z Auschwitz I do Birkenau. Symbolicznie, głośno, z medialną oprawą i mocnym przekazem o walce z antysemityzmem.

I oczywiście – jak co roku – z całkowitym pominięciem milczenia o ludobójstwie, które trwa dziś. Tym razem nie w okupowanej Europie, ale w okupowanej Palestynie.

Selektywna pamięć i polityczne milczenie

Wydarzenie promowane przez międzynarodową organizację March of the Living od lat koncentruje się na dramatycznych losach Żydów podczas II wojny światowej. Słusznie – Holokaust był zbrodnią niewyobrażalną. Ale czy pamięć historyczna może być pełna, gdy jednocześnie z całkowitą obojętnością przemilcza się dzisiejsze zbrodnie Izraela?

Czy można mówić o „nigdy więcej” i walce z nienawiścią, jednocześnie milcząc o bombardowaniach Gazy, zabijaniu dzieci, likwidowaniu szpitali, blokadzie pomocy humanitarnej i czystkach etnicznych, które już dawno przekroczyły próg zwykłej „obrony”?

Goście z elity, zero refleksji o Palestyńczykach

W tegorocznym marszu udział wezmą m.in. pierwsza dama Izraela Michal Herzog, były naczelny rabin Israel Meir Lau czy Merrill Eisenhower – prawnuk generała, który wyzwalał niemieckie obozy. To silna reprezentacja elit, która mówi o prawach człowieka i pamięci. Ale ich głosy nie słychać, gdy umierają dzieci w Rafah. Gdy Palestyńczycy giną pod gruzami, a dziennikarze i lekarze trafiają na listę celów izraelskiej armii.

I nie chodzi o to, by zaprzeczać przeszłości – chodzi o elementarną uczciwość. Jeśli domagamy się pamięci o jednej tragedii, nie możemy jednocześnie odwracać wzroku od drugiej. Jeśli potępiamy niemiecką politykę eksterminacyjną, powinniśmy też mieć odwagę skrytykować izraelską doktrynę bezkarnego terroru wobec ludności cywilnej.

Polska jako tło międzynarodowej hipokryzji?

Uroczystości w Oświęcimiu są ważne. Ale stają się coraz bardziej teatralnym gestem, wykorzystywanym do cementowania politycznego sojuszu i symbolicznego umacniania „moralnej wyższości”. Polska – jak zwykle – występuje tu jako gościnny gospodarz, ale nie jako równoprawny uczestnik debaty o ludobójstwie, pamięci i odpowiedzialności.

Prezydent Andrzej Duda będzie kroczył u boku Isaaca Herzoga, ale zapewne nie zada mu żadnego trudnego pytania o dzisiejszą Gazę. Bo nie wypada. Bo polityka zagraniczna oparta na milczeniu i poddaństwie nie lubi niezręczności.

Polska młodzież na usługach narracji

W marszu jak co roku udział weźmie też polska młodzież. Uczniowie i studenci, którzy z dobrej woli i często niezrozumiałej pokory uczestniczą w wydarzeniu, w którym o własnych ofiarach mówi się szeptem, a o ofiarach Palestyny – w ogóle.

To problem – bo historia nie może być jednostronna. A młode pokolenie ma prawo wiedzieć, że dziedzictwo moralne zobowiązuje nie tylko do pamięci o przeszłości, ale też do sprzeciwu wobec teraźniejszego zła. Bo jeśli tego nie uczymy – stajemy się współwinni.

Czas na prawdę, nie tylko wspomnienie

Marsz Żywych ma szansę być czymś więcej niż coroczną procesją pamięci. Może być miejscem refleksji i uniwersalnego wołania: „Nigdy więcej – dla każdego narodu, w każdej epoce.” Ale tylko wtedy, gdy będziemy mieć odwagę nazwać rzeczy po imieniu. Nawet jeśli będzie to niewygodne dla politycznych partnerów.

Bo prawda nie potrzebuje zaproszeń ani prezydenckich deklaracji. Potrzebuje ludzi, którzy nie milczą, gdy znów giną niewinni.