66-letnia kobieta przyszła do przychodni w Tarnowskich Górach na zaplanowaną wizytę kontrolną. Nigdy nie dotarła do gabinetu. Zasłabła na schodach i mimo podjętej reanimacji zmarła. Według relacji dotyczących zdarzenia jej ciało przez około trzy godziny pozostawało na klatce schodowej, ponieważ żaden z obecnych w placówce lekarzy nie podjął się formalnego stwierdzenia zgonu. Sprawą zajęła się prokuratura.
Tragedia wywołuje pytania nie tylko o organizację pracy przychodni, lecz także o sposób traktowania pacjentów i ich rodzin w sytuacjach, w których potrzebna jest natychmiastowa decyzja.
Przyszła na wizytę kontrolną. Zmarła na schodach
Do zdarzenia doszło w zakładzie opieki zdrowotnej „Usługi Medyczne Śródmieście” w Tarnowskich Górach.
66-letnia mieszkanka Nakła Śląskiego miała zaplanowaną wizytę u specjalisty na godzinę 8:30. Krótko po godzinie 8:00, podczas wchodzenia po schodach, nagle zasłabła.
Na miejsce wezwano zespół ratownictwa medycznego oraz policję. Podjęto działania reanimacyjne, jednak życia kobiety nie udało się uratować.
To, co według przekazanej relacji wydarzyło się później, budzi szczególne poruszenie.
Lekarze byli w budynku, ale nie chcieli wyjść do zmarłej
W przychodni miało w tym czasie pracować kilku lekarzy. Mimo to żaden z nich nie zdecydował się formalnie stwierdzić zgonu 66-latki.
Według relacji lekarze wskazywali, że czynność powinien wykonać lekarz rodzinny pacjentki.
W rezultacie ciało kobiety miało pozostawać na schodach między piętrami przez około trzy godziny.
Pacjentka przyszła do placówki medycznej po pomoc. Po jej śmierci pojawił się problem z ustaleniem, kto powinien dopełnić niezbędnych formalności.
Czy procedury stały się ważniejsze od godności człowieka?
Stwierdzenie zgonu jest czynnością medyczną i prawną, a zasady jej wykonywania zależą od okoliczności śmierci oraz uprawnień i obowiązków poszczególnych osób.
Nie oznacza to jednak, że sytuacja, w której ciało zmarłej przez wiele godzin pozostaje na ogólnodostępnej klatce schodowej, nie wymaga szczegółowego wyjaśnienia.
Trzeba ustalić, kto podejmował decyzje, jakie procedury obowiązywały w placówce i czy istniała możliwość szybszego rozwiązania problemu.
Czy naprawdę nie można było zapewnić zmarłej godnych warunków do czasu zakończenia formalności?
To pytanie powinno znaleźć się w centrum postępowania wyjaśniającego.
Trzy godziny oczekiwania. Kto odpowiadał za organizację działań?
Z przekazanych informacji wynika, że problem nie dotyczył braku personelu medycznego w budynku, lecz odmowy podjęcia określonej czynności przez obecnych lekarzy.
Nie przesądza to jeszcze o naruszeniu prawa przez konkretną osobę. Do takiego ustalenia konieczne jest poznanie pełnego przebiegu zdarzenia, dokumentacji oraz stanowisk wszystkich uczestników.
Istotne pozostają jednak pytania o organizację pracy przychodni.
Kto został powiadomiony o śmierci pacjentki? Czy kontaktowano się z jej lekarzem rodzinnym? Kto odpowiadał za zabezpieczenie miejsca zdarzenia? Dlaczego oczekiwanie trwało tak długo?
Odpowiedzi powinny być konkretne, a nie ograniczać się do wzajemnego wskazywania odpowiedzialnych.
Prokuratura zajmuje się sprawą
Okoliczności zdarzenia są przedmiotem zainteresowania prokuratury.
Postępowanie powinno pozwolić ustalić zarówno przebieg nagłego zasłabnięcia i śmierci kobiety, jak i działania podjęte później przez personel placówki oraz pozostałe służby.
Samo wszczęcie czynności przez prokuraturę nie oznacza, że któremukolwiek z lekarzy udowodniono popełnienie przestępstwa.
Rodzina zmarłej oraz opinia publiczna mają jednak prawo oczekiwać wyjaśnienia, dlaczego formalności trwały około trzech godzin.
Pacjent nie może być pozostawiony sam sobie
Tragedia w Tarnowskich Górach zwraca uwagę na problem, który wykracza poza jedną przychodnię.
System ochrony zdrowia musi być przygotowany nie tylko do planowanych wizyt, badań i zabiegów, lecz także do sytuacji nagłych, w tym śmierci pacjenta na terenie placówki.
Nie może być tak, że w krytycznym momencie personel nie wie, kto powinien podjąć decyzję, a rozwiązanie problemu sprowadza się do odsyłania odpowiedzialności między kolejnymi osobami.
Za każdą procedurą stoi człowiek. Nawet po śmierci należy mu się szacunek i godne traktowanie.
66-letnia mieszkanka Nakła Śląskiego przyszła na zwykłą wizytę kontrolną. Jej bliscy zamiast powrotu kobiety do domu otrzymali wiadomość o tragedii.
Teraz powinni otrzymać również odpowiedzi na pytania o to, co wydarzyło się w przychodni i dlaczego po śmierci pacjentki tak długo nie udało się zakończyć niezbędnych czynności.








Komentarze są zamknięte