Poród miał być jednym z najszczęśliwszych dni w życiu Magdy Czarneckiej i jej męża Michała. Zakończył się niewyobrażalną tragedią. 37-letnia kobieta zmarła 28 sierpnia podczas porodu w warszawskim Szpitalu Specjalistycznym „Inflancka”. Jej syn Mateusz urodził się zdrowy. Mama nie zdążyła go jednak zobaczyć ani po raz pierwszy przytulić.
Okoliczności śmierci kobiety bada prokuratura. Śledczy mają ustalić, czy podczas udzielania pomocy medycznej doszło do błędów lub zaniedbań, które mogły przyczynić się do tragedii.
Czekali na narodziny pierwszego dziecka
Magda wraz z mężem Michałem od miesięcy przygotowywała się do narodzin syna. Mateusz miał być ich pierwszym dzieckiem.
28 sierpnia wszystko się zmieniło. Podczas akcji porodowej stan 37-latki miał się dramatycznie pogorszyć. Kobieta zmarła.
Dziecko przyszło na świat zdrowe.
W jednej chwili ojciec noworodka został sam – z synkiem, którego narodziny miały oznaczać początek zupełnie nowego etapu wspólnego życia.
Magda nie zdążyła nawet przytulić synka
Szczególnie przejmujący jest fakt, że kobieta nie miała możliwości zobaczyć swojego dziecka po porodzie.
Mateusz będzie dorastał, znając swoją mamę jedynie z opowieści najbliższych, fotografii i wspomnień ludzi, którzy spotkali ją na swojej drodze.
Magda Czarnecka była związana ze Studenckim Klubem Górskim. Działała jako instruktorka i przewodniczka, dzięki czemu była znana w środowisku górskim i podróżniczym.
Jej śmierć poruszyła nie tylko rodzinę i przyjaciół, lecz również osoby, które znały ją ze wspólnych wypraw i działalności klubowej.
Prokuratura bada okoliczności śmierci
Sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście-Północ.
Postępowanie prowadzone jest w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci. Jednym z najważniejszych zadań śledczych będzie ustalenie, czy personel medyczny prawidłowo reagował na stan pacjentki oraz czy tragedii można było zapobiec.
Na obecnym etapie nie można przesądzać, że śmierć Magdy była konsekwencją błędu medycznego. Sam fakt wszczęcia śledztwa nie oznacza również stwierdzenia winy konkretnego lekarza, położnej czy szpitala.
Odpowiedzi powinny przynieść dokumentacja medyczna, opinie biegłych oraz pozostały materiał zgromadzony przez prokuraturę.
Rodzina ma prawo poznać całą prawdę
Śmierć młodej kobiety podczas porodu musi zostać dokładnie wyjaśniona. Nie chodzi o wydawanie wyroków przed zakończeniem postępowania ani o automatyczne oskarżanie lekarzy.
Chodzi o odpowiedź na podstawowe pytanie: dlaczego 37-letnia kobieta, która przyjechała do szpitala urodzić swoje pierwsze dziecko, już z niego nie wyszła?
Rodzina ma prawo wiedzieć, co wydarzyło się podczas kolejnych minut akcji porodowej, jakie decyzje podejmował personel, kiedy pojawiło się zagrożenie oraz czy wykorzystano wszystkie dostępne możliwości ratowania pacjentki.
Jeżeli doszło do zaniedbań, osoby odpowiedzialne powinny ponieść konsekwencje. Jeżeli personel zrobił wszystko zgodnie ze sztuką medyczną, również powinno zostać to jasno wykazane.
Miało rozpocząć się nowe życie. Pozostała niewyobrażalna strata
Za każdym postępowaniem dotyczącym śmierci pacjenta kryje się przede wszystkim ludzka tragedia.
Tutaj jest ona szczególnie bolesna. Narodziny Mateusza i śmierć jego mamy wydarzyły się niemal w tym samym momencie.
Michał zamiast wrócić ze szpitala razem z żoną i synem musiał zmierzyć się z sytuacją, której żaden świeżo upieczony ojciec nie powinien doświadczać.
Teraz najważniejsze jest ustalenie prawdy. Bez zamiatania czegokolwiek pod dywan, bez przedwczesnego wskazywania winnych i bez pozostawiania rodziny z pytaniami, na które nikt nie chce odpowiedzieć.
Magdzie życia już nikt nie zwróci. Jej mąż, syn i najbliżsi zasługują jednak na pełne wyjaśnienie, dlaczego doszło do tej tragedii.













Komentarze są zamknięte