Rząd pracuje nad kolejnym źródłem finansowania zdrowia publicznego. Tym razem rozważane jest wprowadzenie 0,25-procentowej opłaty od rocznej wartości sprzedaży wyrobów alkoholowych i tytoniowych. Pieniądze miałyby zasilać specjalny Fundusz Zdrowia Publicznego.
Formalnie obciążenie miałoby dotyczyć producentów i dystrybutorów. Trudno jednak nie postawić podstawowego pytania: kto ostatecznie zapłaci za dodatkowe koszty? W gospodarce takie obciążenia mogą zostać częściowo lub w całości przeniesione na ceny produktów, a więc również na konsumentów.
Nowa „opłata” zamiast podatku?
Planowane rozwiązanie ma przewidywać pobieranie 0,25 proc. rocznej wartości sprzedaży alkoholu oraz wyrobów tytoniowych.
Dodatkowo przedsiębiorcy objęci nowymi regulacjami mieliby zostać zobowiązani do składania corocznych raportów dotyczących sprzedaży.
Oznaczałoby to zatem nie tylko kolejne obciążenie finansowe, lecz również nowe obowiązki administracyjne dla firm.
Ministerstwo Zdrowia potwierdza prace
Ministerstwo Zdrowia potwierdziło, że prowadzone są prace nad nowymi źródłami finansowania działań związanych ze zdrowiem publicznym.
Argumentacja resortu opiera się na założeniu, że część kosztów zdrowotnych i społecznych związanych z używkami powinna zostać przeniesiona na podmioty czerpiące zyski z ich sprzedaży.
Brzmi to atrakcyjnie politycznie – zapłacić ma przecież „branża”. Problem polega na tym, że przedsiębiorca kalkuluje podatki, opłaty i inne koszty prowadzenia działalności przy ustalaniu ceny produktu.
Ostatecznie więcej zapłaci klient?
Dlatego nazywanie nowego obciążenia opłatą nakładaną wyłącznie na producentów i dystrybutorów nie odpowiada jeszcze na pytanie o jego rzeczywiste skutki ekonomiczne.
Jeżeli przedsiębiorcom wzrosną koszty sprzedaży, mogą próbować odzyskać przynajmniej część pieniędzy poprzez podwyżki cen.
W efekcie dodatkowe wpływy do państwowego funduszu mogą oznaczać kolejną podwyżkę rachunku płaconego przy kasie.
Podatki pod hasłem ochrony zdrowia
Państwo ma prawo prowadzić politykę ograniczającą negatywne skutki palenia tytoniu czy nadmiernego spożywania alkoholu. Nie powinno to jednak zwalniać rządu z obowiązku jasnego informowania obywateli, kto faktycznie poniesie koszty nowych regulacji.
Jeżeli powstaje kolejne obowiązkowe świadczenie finansowe powiązane ze sprzedażą konkretnych produktów, warto dyskutować nie tylko o jego nazwie, lecz przede wszystkim o konsekwencjach dla cen, przedsiębiorców i konsumentów.
0,25 proc. wygląda niewinnie, ale liczy się mechanizm
Sama stawka 0,25 proc. może na pierwszy rzut oka wydawać się niewielka. Istotniejsze jest jednak pytanie o kierunek polityki fiskalnej państwa.
Kolejna „opłata”, kolejny fundusz i kolejne obowiązkowe raporty oznaczają dalsze komplikowanie systemu oraz zwiększanie kosztów działalności gospodarczej.
Jeżeli rząd chce zwiększyć finansowanie ochrony zdrowia, powinien jasno powiedzieć Polakom, ile zamierza zebrać, kto rzeczywiście poniesie koszt i na co dokładnie zostaną przeznaczone pieniądze.















Komentarze są zamknięte