Do poważnego incydentu doszło podczas wtorkowego rejsu PLL LOT z Warszawy do Tel Awiwu. Pilot lecącego Airbusa A320 zgłosił alarm wskazujący na możliwe porwanie samolotu. W odpowiedzi izraelskie siły powietrzne poderwały myśliwce, a maszyna ostatecznie nie doleciała do celu.
Jak poinformował przewoźnik, zgłoszenie zostało później wycofane, a sam incydent zakończył się bezpiecznie.
Alarm w trakcie lotu
Według informacji przekazanych przez rzecznika PLL LOT Krzysztofa Moczulskiego załoga rejsu LO155 zgłosiła w trakcie lotu stan zagrożenia.
Samolot wykonywany przez Airbusa A320 należącego do linii Electra Airways znajdował się w przestrzeni powietrznej Turcji.
Po pewnym czasie zgłoszenie zostało odwołane podczas dalszej korespondencji z kontrolą ruchu lotniczego.
Izrael poderwał myśliwce
Izraelskie media podały, że po otrzymaniu sygnału o możliwym porwaniu oraz utracie łączności z samolotem izraelskie lotnictwo poderwało dwa myśliwce.
Po odzyskaniu kontaktu z maszyną armia poinformowała, że sytuacja została opanowana, a incydent zakończył się bez zagrożenia dla pasażerów i załogi.
Samolot nie doleciał do Tel Awiwu
Według izraelskiego portalu Ynet samolot przeleciał nad Cyprem, jednak nie otrzymał zgody na lądowanie.
Ostatecznie maszyna została skierowana do Burgas w Bułgarii, gdzie znajduje się lotnisko bazowe linii Electra Airways obsługującej ten rejs.
Trwa wyjaśnianie okoliczności
Na obecnym etapie nie wiadomo, co było przyczyną zgłoszenia alarmowego. Według dostępnych informacji pilot miał później poinformować, że doszło do pomyłki.
Incydent pokazuje jednak, jak rygorystycznie traktowane są procedury bezpieczeństwa w lotnictwie cywilnym, zwłaszcza w przypadku lotów do Izraela, gdzie każde zgłoszenie o możliwym porwaniu uruchamia natychmiastową reakcję służb wojskowych i lotniczych.















Komentarze są zamknięte