Sprawa kontrowersyjnego upamiętnienia UPA w gminie Dołhobyczów nabiera nowego wymiaru. Według przekazanych informacji Instytut Pamięci Narodowej potwierdził, że obiekt powstał bez wymaganych uzgodnień i zezwoleń. Nie potwierdzono również, aby znajdował się bezpośrednio w miejscu pochówku.
To właśnie ten obelisk stał się wcześniej przedmiotem głośnej akcji Grzegorza Brauna. Lider Konfederacji Korony Polskiej opublikował nagranie, na którym uderza młotem w elementy upamiętnienia UPA.
Pomnik bez uzgodnień i zezwoleń
Ustalenia dotyczące formalnego statusu obiektu są szczególnie istotne. Jeżeli pomnik rzeczywiście wzniesiono bez wymaganych procedur, pojawia się zasadnicze pytanie: jak długo taki obiekt mógł funkcjonować na terytorium Polski i dlaczego odpowiednie instytucje wcześniej nie doprowadziły do uporządkowania sprawy?
Jeszcze poważniejsze emocje wywołuje symbolika związana z UPA.
Dla Polaków pamiętających o ludobójstwie dokonanym przez OUN-UPA na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej gloryfikowanie tej formacji na polskiej ziemi jest nie do zaakceptowania.
Braun wziął młot i pojechał na miejsce
Grzegorz Braun nie ograniczył się do politycznych deklaracji. Lider KKP pojawił się przy obiekcie i uderzał w niego młotem, publikując nagranie ze swojej akcji.
Braun przekonywał, że odpowiednie instytucje powinny były zająć się sprawą znacznie wcześniej.
– Ten obelisk obrażający pamięć ofiar ukraińskiego ludobójstwa na Polakach powinien być usunięty profesjonalnymi narzędziami – mówił.
Polityk określił również obiekt mianem „anonimowej samowolki” i wskazywał na potrzebę zbadania sprawy pod kątem pochwalania banderyzmu.
O tym, czy jego własne działanie polegające na uszkadzaniu obiektu było zgodne z prawem, nie decyduje jednak polityczna ocena pomnika, lecz właściwe organy i ostatecznie sąd, jeśli sprawa trafi na drogę karną.
Wójt: ekshumować szczątki i przenieść je na Ukrainę?
Ciekawy kierunek rozwiązania problemu miał wskazać wójt gminy Dołhobyczów. Zasugerował możliwość przeprowadzenia ekshumacji szczątków znajdujących się na tym terenie oraz ich przeniesienia wraz z upamiętnieniem na Ukrainę.
Takie rozwiązanie mogłoby zakończyć wieloletni spór.
Jeżeli na miejscu rzeczywiście znajdują się szczątki, należy potraktować je zgodnie z prawem i zasadami dotyczącymi pochówków. Czym innym jest jednak szacunek należny ludzkim szczątkom, a czym innym utrzymywanie na polskiej ziemi monumentu gloryfikującego formację odpowiedzialną za masowe mordy na polskiej ludności cywilnej.
Polska ziemia nie jest miejscem na kult UPA
To właśnie tutaj znajduje się sedno całej sprawy.
Polska ma pełne prawo oczekiwać od Ukrainy możliwości ekshumacji i godnego pochówku Polaków zamordowanych przez OUN-UPA. Jednocześnie na terytorium Rzeczypospolitej nie powinno być miejsca na bezprawnie stawiane monumenty, które mogą być odbierane jako gloryfikacja sprawców tych zbrodni.
Nie chodzi o nienawiść do współczesnych Ukraińców. Chodzi o elementarną pamięć historyczną i szacunek dla polskich ofiar.
Nie można wymagać od Polaków, aby zapomnieli, kto mordował mieszkańców polskich wsi tylko dlatego, że dzisiejsza sytuacja geopolityczna nakazuje Warszawie utrzymywanie dobrych relacji z Kijowem.
Najpierw prawda, potem pojednanie
Przez lata Polakom powtarzano, że trudne kwestie historyczne nie powinny przeszkadzać we współczesnej współpracy z Ukrainą. Tyle że prawdziwego pojednania nie buduje się na przemilczeniu.
Potrzebne są ekshumacje polskich ofiar, identyfikacja szczątków, chrześcijańskie pochówki i jednoznaczne odrzucenie kultu osób oraz organizacji odpowiedzialnych za ludobójstwo.
Nie może być tak, że Polacy nadal szukają kości swoich pomordowanych przodków, podczas gdy na polskiej ziemi stoją nielegalne upamiętnienia UPA.
Jeżeli ustalenia dotyczące braku zezwoleń zostaną ostatecznie potwierdzone w postępowaniach właściwych organów, państwo powinno sprawę rozwiązać zgodnie z prawem – szybko i jednoznacznie.
Polska ziemia powinna przede wszystkim upamiętniać ofiary ludobójstwa, a nie organizacje odpowiedzialne za ich śmierć.













Komentarze są zamknięte