• Home
  • Aktualności
  • Brzoska idzie na wojnę z Metą. Czy polski miliarder pomoże przełamać dyktat Big Techu?
Aktualności

Brzoska idzie na wojnę z Metą. Czy polski miliarder pomoże przełamać dyktat Big Techu?

12 września 20265 Mins Read
Email :3

Spór Rafała Brzoski z Metą ponownie stawia na pierwszym planie problem, z którym od lat mierzą się użytkownicy mediów społecznościowych: jak daleko może sięgać władza globalnej korporacji nad tym, co Polacy mogą publikować i czytać w internecie?

Kiedy blokada dotyka niewielkiego profilu, użytkownik często zostaje sam z automatycznym formularzem i algorytmem. Kiedy jednak do walki staje jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich przedsiębiorców, sprawa nabiera zupełnie innego ciężaru.

Brzoska kontra technologiczny gigant

Rafał Brzoska, twórca i szef InPostu, wszedł w poważny konflikt z koncernem Meta. Spór dotyczy odpowiedzialności platformy za treści publikowane i rozpowszechniane przy wykorzystaniu jej systemów.

To sprawa ważniejsza niż konflikt jednego miliardera z jedną korporacją.

Meta kontroluje Facebooka i Instagram, czyli platformy mające ogromny wpływ na przepływ informacji, działalność mediów, polityków, przedsiębiorców i organizacji społecznych.

Formalnie jest prywatną firmą. W praktyce decyzja jej algorytmu może sprawić, że człowiek budujący przez lata społeczność z dnia na dzień straci możliwość dotarcia do setek tysięcy odbiorców.

Wielka władza, niewielka odpowiedzialność?

I tutaj dochodzimy do sedna problemu Big Techu.

Platformy społecznościowe stworzyły własne regulaminy, systemy moderacji i automatyczne mechanizmy nakładania ograniczeń. Użytkownik może dostać blokadę, stracić zasięgi albo cały profil, a następnie próbować dowiedzieć się, co właściwie zrobił.

Odwołania nierzadko rozpatrują kolejne automatyczne systemy.

Korporacja staje się jednocześnie twórcą regulaminu, oskarżycielem, sędzią i wykonawcą kary.

Właśnie dlatego starcie Brzoski z Metą może mieć znaczenie również dla ludzi, którzy z samym InPostem nie mają nic wspólnego.

Marcin Rola również mówi o cenzurze

Problem podnosi także redaktor Marcin Rola, którego oficjalna strona na Facebooku została zablokowana.

Rola twierdzi, że sankcje nałożono na niego w związku z publikacjami dotyczącymi przestępstw, oszustw i osób, przed którymi ostrzegał swoich odbiorców.

Jednym z powodów blokady miała być również publikacja dotycząca umieszczenia jego nazwiska w ukraińskiej bazie Myrotworec.

Jeżeli dziennikarz opisuje sprawę będącą przedmiotem publicznego zainteresowania, pojawia się bardzo poważne pytanie: gdzie kończy się moderowanie platformy, a zaczyna faktyczne ograniczanie debaty publicznej?

Dzisiaj Rola, jutro ktoś o zupełnie innych poglądach

Nie trzeba zgadzać się z Marcinem Rolą, żeby dostrzec problem.

Wolność słowa ma znaczenie właśnie wtedy, kiedy dotyczy wypowiedzi kontrowersyjnych, ostrych albo niewygodnych dla części opinii publicznej. Prawo do debaty nie może zależeć od tego, czy moderator w międzynarodowej korporacji podziela poglądy autora.

Dzisiaj blokowany może być prawicowy dziennikarz. Jutro podobny mechanizm może dotknąć lewicowego publicystę, przedsiębiorcę, lekarza, organizację społeczną albo zwykłego obywatela.

Dlatego sprawa nie powinna być sprowadzana wyłącznie do sporu prawicy z Facebookiem.

Big Tech nie może stać ponad polskim prawem

Facebook nie jest państwem, a Meta nie jest ustawodawcą Rzeczypospolitej.

Jeżeli globalna korporacja prowadzi działalność w Polsce i świadczy swoje usługi polskim obywatelom, musi respektować obowiązujące ją przepisy. Sporne pozostaje natomiast, w jakim zakresie konkretna decyzja moderacyjna narusza polskie prawo – tego nie można przesądzać samym stwierdzeniem użytkownika i ostatecznie rozstrzygają to właściwe organy lub sądy.

Zasada powinna być jednak prosta:

Big Tech nie może otrzymywać faktycznej bezkarności tylko dlatego, że jest wielki, bogaty i kontroluje platformę, od której uzależniona została znaczna część publicznej komunikacji.

Czy Brzoska otworzy drzwi innym?

Dlatego walka Rafała Brzoski może mieć znaczenie znacznie większe niż jego osobisty spór z Metą.

Brzoska ma pieniądze, prawników, rozpoznawalność i możliwość prowadzenia długiego sporu z jednym z najpotężniejszych koncernów technologicznych świata. Przeciętny Polak najczęściej nie ma żadnego z tych atutów.

Jeżeli uda się wywalczyć realną odpowiedzialność platform oraz skuteczniejsze możliwości dochodzenia swoich praw, skorzystać mogą na tym tysiące innych użytkowników.

Koniec cyfrowego Dzikiego Zachodu?

Przez lata Big Tech urósł do rozmiarów, przy których kilka prywatnych przedsiębiorstw uzyskało gigantyczny wpływ na światowy obieg informacji.

To sytuacja niebezpieczna niezależnie od poglądów politycznych.

O tym, co jest zgodne z prawem w Polsce, nie może ostatecznie decydować regulamin napisany w siedzibie amerykańskiej korporacji. O granicach wolności obywatela powinno decydować prawo, a w sporach – niezależny sąd.

Dlatego starcie Brzoski z Metą warto obserwować. Być może właśnie człowiek posiadający odpowiednie środki i determinację będzie w stanie zrobić to, czego pojedynczy użytkownicy Facebooka od lat nie potrafili osiągnąć – zmusić technologicznego giganta do rzeczywistego liczenia się z prawami obywateli.

Big Tech może być potężny. Nie może jednak stać ponad państwem, prawem i obywatelem.

Komentarze są zamknięte

Powiązane artykuły